Wraz z kryzysem i wejściem na rynek osób urodzonych na przełomie lat 80. i 90. rozwijają się techniki niefinansowego mobilizowania pracowników - pisze "Dziennik Gazeta Prawna".

Powód? Na naszym rynku pracy jest ok. 6 mln osób w wieku 18 – 26 lat nazywanych pokoleniem Y lub Millenials, którzy nie są ulubieńcami pracodawców. - Mają roszczeniowe nastawienie, ich oczekiwania są mało realistyczne - czytamy wprost w artykule. Nie mają też wielkich szans na awans.

Ta grupa nie ma szans na takie motywatory jak płaca, kadrowcy (po nowoczesnemu HR-owcy, od angielskiego human resources) wymyślają im więc wabiki, które mają sprawiać, że praca dla nich może się stać - tu cytat - "stylem życia".

Po pierwsze więc ogólnie praca musi być cool - żeby się można było pochwalić, że jest luz i z szefem pożartować można. - Liczą się dla nich też oznaki prestiżu. Coś, co pozwoli powiedzieć znajomym: mam fajną pracę. Takim motywatorem może być nowoczesna komórka czy gadżet, jak służbowy tablet, konsola do gier w pokoju socjalnym - czytamy w "DGP".

Innymi bardzo skutecznymi niefinansowymi środkami motywującymi są elastyczny czas pracy, lub taki sposób jaki ma Google, który - jak czytamy w tekście - oferuje pracownikom m.in. darmowe jedzenie, dostęp do siłowni i basenów w czasie pracy, w zamian oczekując dyspozycyjności i pracy w nietypowych godzinach.

- Konieczna jest także umiejętna rotacja stanowisk, by pracownicy uniknęli frustracji związanej ze spowolnionymi awansami – komentuje Robert Zydel, etnograf z agencji reklamowej Saatchi & Saatchi.