Społeczeństwa i rynki nie ufają rządom, rządy – innym rządom i bankom, banki – sobie i rządom, a wszyscy razem nie wierzą przedsiębiorcom. Kryzys zaufania rozlał się po świecie, ale podatki i ograniczenie swobody biznesu nie są dobrą odpowiedzią na tę katastrofę - pisze "Forbes".

Miesięcznik wylicza, że współczesny populizm (sygnowany także przez Unię Europejską) walczy z ideologią deregulacji ożywiającą rynki od lat 70, a tak naprawdę politykom chodzi o zwiększenie dochodów budżetowych, czyli puli zarządzanych przez siebie środków.

- Politycy, poddając się społecznym nastrojom, a nawet je wzmacniając, chętnie wzięli się do doregulowania gospodarki. Batem na korporacje mają być nowe podatki i przepisy ograniczające swobodę działalności gospodarczej, takie jak podatek od transakcji finansowych, podwyżki lub nowe podatki, np. od kopalin, emisji gazów cieplarnianych, a także podniesienie opodatkowania pracy - czytamy w tekście.

Polska właściwie - jak wynika z tekstu - idzie tą samą drogą. Tymczasem jak twierdzi OECD nasz kraj potrzebuje nie kapitalizmu politycznego, ale dokończenia prywatyzacji. Państwo - pisze "Forbes" - powinno wycofać się z zakłócania stosunków biznesowych ręcznym sterowaniem spółkami. Potrzebne są ułatwienia w zakładaniu nowych firm i ograniczenie obowiązków administracyjnych biznesu.

Rząd nie powinien też podnosić, ale obniżać obciążenia podatkowe, które są u nas wyższe od średniej wśród krajów OECD. Potrzebne Polsce jest też nie podnoszenie kosztów pracy przez wzrost składki rentowej, ale włączenie do ogólnego systemu zabezpieczeń emerytalno-rentowych osób zatrudnionych w służbach mundurowych i rolników. Musielibyśmy też szybciej zwiększać zatrudnienie w grupie osób powyżej 60. roku życia.

– Gdyby wprowadzić w Polsce zalecenia OECD, poziom PKB wzrósłby o 9 procent – mówi wprost cytowany przez "Forbes" Aleksander Łaszek z Forum Obywatelskiego Rozwoju.